Jakim uczniem jestem w szkole Jezusa?

Kilka tygodni temu rozpoczęliśmy w polskim Kościele nowy rok duszpasterski pod hasłem: Uczniowie Misjonarze. Papież Franciszek w swoim nauczaniu wielokrotnie podkreślał, że uczniem-misjonarzem staje się każdy członek Ludu Bożego na mocy otrzymanego Chrztu. Już na początku swojego pontyfikatu w adhortacji „Evangelii gaudium” papież Franciszek użył zwrotu: uczniowie-misjonarze, podkreślając w ten sposób, że w każdym ochrzczonym działa Duch Święty, który pozwala poznać prawdę o Bogu i skłania do ewangelizowania; co więc oznacza, że każdy z nas jest powołany do tego, by być zarówno uczniem jak i misjonarzem Jezusa. 

Czy jestem gotów, by być uczniem?

Niedawno jedno z moich dzieci zapytało mnie, czy chciałabym wrócić do szkoły. Po chwili zawahania odpowiedziałam, że nie wiem. Z jednej strony okres szkolny był dla mnie też świetnym czasem na zgłębianie interesujących mnie zagadnień i czytanie książek. Miło wspominam relacje rówieśnicze, przyjaźnie, które budowaliśmy na przerwach i po szkole. No i nie musiałam przejmować się tą całą otoczką dorosłych obowiązków: praca, rachunki, decyzje, odpowiedzialność. A po lekcjach był czas na różne pasje, sport i życie towarzyskie. Z drugiej strony, szkoła to jednak codzienne obowiązki, sprawdziany, prace domowe, wychodzenie ze strefy komfortu i bycie ocenianym na każdej lekcji. No i bardzo nie lubię uczucia „nieodrobionych lekcji”, a jeszcze bardziej nie lubię słabych ocen. Z tym całym bagażem moich szkolnych skojarzeń podjęłam refleksję, co znaczy być uczniem Jezusa, zgodnie z hasłem tego roku duszpasterskiego. Jaka jest to nauka i kim jest Nauczyciel? 

A co, jeśli uczeń ma słabe wyniki?

Podczas jednej z niedzielnych homilii ksiądz Proboszcz w swoim komentarzu do Ewangelii o Ośmiu Błogosławieństwach opowiadał o błogosławionym kapłanie Janie Balickim, który często w swoich pamiętnikach powtarzał: „Dobrze Panie, żeś mnie upokorzył…  dobrze.”

Niesamowita i piękna jest ta modlitwa. Dobrze, żeś mnie upokorzył Panie Boże: ile rzeczy mi nie wyszło, ile razy coś zepsułam, ile razy sił mi zabrakło, a ile razy inni zawiedli. Ale wiem, że w tym wszystkim byłeś zawsze przy mnie Ty, Boże – Ty, który działasz z mocą w każdej z tych sytuacji, które dla tego świata mogą wydawać się marną kpiną, słabością, porażką, bo Bóg nie spodziewa się naszej doskonałości. On zbawił nas, gdy byliśmy jeszcze grzeszni. W szkole Jezusa, zamiast sprawdzianów i kartkówek, średnich ocen czy rankingów punktów czeka nas miłość i miłosierdzie. Zamiast egzaminów z podchwytliwymi pytaniami, jest sakrament pokuty i pojednania, gdzie w prawdzie mogę wyznać moją słabość i doświadczyć leczącej mocy Bożego Miłosierdzia.

Opowieść o świętej Faustynie, ziemniakach i różach

Na koniec pozwolę sobie przytoczyć piękny fragment z pamiętnika Siostry Faustyny:

„W pewnej chwili w nowicjacie, kiedy mnie Matka Mistrzyni przeznaczyła do kuchni dziecinnej, ogromnie się tym zmartwiłam. Nie mogłam poradzić garnków, bo były ogromnie duże. Najtrudniej mi było odlewać kartofle. Czasami mi się połowę wysypało. Kiedy powiedziałam o tym Matce Mistrzyni, odpowiedziała, że się pomału przyzwyczaję i nabiorę wprawy. Jednak trudność ta nie ustępowała. Moje siły zmniejszały się z każdym dniem i wskutek braku sił usuwałam się, kiedy przychodził czas na odlewanie kartofli. Jednak siostry zauważyły, że stronię od tej pracy i ogromnie się dziwiły. Nie wiedziały, że nie byłam w stanie pomóc. Mimo wytężenia całej mojej gorliwości i nieliczenia się z sobą. W południe przy rachunku sumienia skarżyłam się Bogu na brak sił. Wtem usłyszałam w duszy te słowa: – Od dziś będzie ci to przychodziło z wielką łatwością. Wzmocnią się twoje siły.

Wieczorem, kiedy przychodzi czas odlewania kartofli, spieszę pierwsza, ufna w słowa Pana. Z całą swobodą biorę garnek. Całkiem dobrze odlałam. Ale kiedy zdjęłam pokrywę, żeby kartofle odparowały, ujrzałam w garnku zamiast kartofli całe pęki czerwonych róż. Tak pięknych, że trudno o nich napisać. Nigdy jeszcze takich nie widziałam. Zdziwiło mnie to bardzo, nie rozumiejąc ich znaczenia. Ale w tej chwili usłyszałam głos w duszy: – Taką ciężką twoją pracę zamieniam na bukiety najpiękniejszych kwiatów, a woń ich wznosi się do tronu mojego.

Od tej chwili nie tylko starałam się w swoim tygodniu, w którym miałam wyznaczony dyżur gotowania, odlewać te kartofle, ale starałam się w tygodniu innych sióstr wyręczać je w tej pracy.” (Fragment pochodzi z książki: „Miłość cię znajdzie. Wybór tekstów z Dzienniczka św. Siostry Faustyny”). 

Panie Jezu, jestem Twoim uczniem. Pragnę być blisko Ciebie i karmić się Twoim Słowem. Dziękuję, że uczysz mnie jak żyć Ewangelią na co dzień. Dziękuję Ci za to, że uczysz mnie jak żywe jest Twoje Słowo. Dziękuję Ci za to, że pomimo moich słabości, pomimo moich porażek i niedoskonałości mogę poznawać Boga w Trójcy Jedynego.

Marta